2017.12.01 Paula i Karol „Our Town” Manifest trzydziestoparolatków

13517474_1176461605727068_3447629558404242389_ogodz. 21:00, wstęp 25/30 zł

Osiem lat temu wzięli szturmem warszawską scenę niezależną. Z marszu zyskali miano pary dziwaków – aktywiści zajęci ratowaniem świata przed konsumpcyjnym szaleństwem, muzykujący na początku trochę z przypadku, przy okazji. Śpiewali po angielsku (oboje mimo polskich rodowodów wychowywali się zagranicą), grali na instrumentach, którymi nie posługiwali się zresztą z wirtuozerią, dawali koncerty w ogródkach, na chodnikach i dużych salach koncertowych, uwodząc publiczność radosną żywiołowością i entuzjazmem. Szybko stali się pionierami rozrastającej się w Polsce sceny indie folkowej. Oryginalni, obco-swojscy, ale nie przaśni. Sprzedają płyty na całym świecie – poza Niemcami, w których grają równie często, co w Polsce – ich muzyka jest popularna w tak różnych miejscach, jak Brazylia i Islandia. Jednak praca nad nowym, czwartym w dorobku zespołu albumem „Our Town”
stała się dla Pauli Bialski i Karola Strzemiecznego prawdziwą próbą sił i najtrudniejszym
sprawdzianem w życiu.

Ciężko się żyje na całym świecie
„Po zrobieniu doktoratu na uniwersytecie w Lancaster (Anglia), dostałam stałą pracę na wydziale nowych mediów pod Hamburgiem i nie mogłam już przyjeżdżać do Polski co dwa tygodnie” – wyjaśnia Paula. Christoph, Krzysiek i Szymon, którzy od kilku lat zasilali szeregi zespołu, skupili się na własnych projektach i ostatecznie odeszli ze składu. „Sam przez pewien czas zastanawiałem się, czy chcę być jeszcze muzykiem. Kiedy sprawdziłem w dowodzie, ile mam lat, doszedłem jednak do wniosku, że nie mam innego wyjścia” – uśmiecha się Karol.

Przez dwa lata Paula i Karol pisali piosenki „międzymiastowo”, wszędzie, gdzie się dało: w Warszawie, na Warmii, w Konstancji, w Berlinie i w Hamburgu. W mailach i smsach, podczas rozmów na Skype. Byli nawet gotowi zrobić płytę tylko we dwoje. W końcu jednak do zespołu powrócił Igor Nikiforow, który poza graniem na perkusji zajął się także produkcją nagrań.
Obecność Igora i basisty Staszka Wróbla znacząco wpłynęła na charakter i koloryt nowej płyty.

„Z Igorem współpracowaliśmy przy pierwszej EPce, ale nie spodziewałam się, że przy tym projekcie staniemy się sobie muzycznie tak bliscy. Igor jest tym „i” w Pauli i Karolu. Stał
się taką trzecią częścią naszej bardzo intymnej dwójki. Mamy do niego pełne zaufanie, jeśli chodzi o kwestie artystyczne, i to zresztą on nieustannie podkręcał nas, żeby iść dalej, przełamywać ograniczenia, nie zatrzymywać się w pół drogi, różnicować i wprowadzać nowe konteksty. Igor spadł nam z nieba – mówi Paula. Teraz, kiedy patrzymy na poprzednie płyty, myślimy, o rany, ale tam jest jeszcze miejsca na dodatkowe brzmienia, jak to by można jeszcze
rozbudować – dodaje.

Z kryzysu powstała więc najbardziej dopracowana, najciekawsza muzycznie i najdojrzalsza tekstowo płyta. Eklektyczna, bardziej taneczna i zdecydowanie bardziej elektroniczna niż poprzednie. Choć może wciąż brzmieniowo najbliższa folkowi, Pauli i Karolowi najbardziej opowiada określenie clever pop.

Zaangażowany nie protest song
Our Town, pierwszy singiel zapowiadający płytę, był jak dotąd najpoważniejszą piosenką w dorobku grupy, silnie emocjonalny komentarz do wydarzeń i zmian polityczno-obyczajowych ostatnich miesięcy w Polsce i na świecie. „W Niemczech znajomi często pytali mnie o to, co się dzieje u mnie w kraju. A ja z niepokojem obserwowałam, jak nowy rząd nie chce, abyśmy żyli w otwartym społeczeństwie” – mówi Paula. „Dla mnie ten tekst mówi szerzej o napięciach i coraz większej wrogości między ludźmi, o poczuciu niepewności w świecie, który odwrócił się od przyjętych przez nas wartości. W świecie, w którym brakuje zdrowego rozsądku, trudno mówić
o wspólnocie i dialogu” – dodaje Karol. Wraz z Our Town powraca dylemat społecznego zaangażowania zespołu.
„Nie chcemy udawać, że świat zewnętrzny nie istnieje, ale nie chcemy też wzmacniać podziałów, pisać protest songów i budować jednostronnych komunikatów – mówi Paula. „Chcemy rozmawiać, być razem, pomimo różnic. W tym byciu razem istnieje potencjał działania, ale twórczego, pozytywnego. I chyba po to też istnieje muzyka, tak rozumiemy naszą rolę – uzupełnia Karol.

Nie chcę być duży, ale jestem i cierpię
Otwartość i autentyzm. Pisać szczerze o sobie, o własnych przeżyciach i relacjach z najbliższymi. We własnym imieniu. Bez kaznodziejstwa i mentorskich tonów. Nowa płyta opowiada więc przede wszystkim o późnym wchodzeniu w dorosłość i zderzeniu młodzieńczych ideałów z rzeczywistością. Przez wciąż promienne, niemal dziecięco radosne melodie, przebija melancholia i gorzkie teksty o zawiedzionych oczekiwaniach, konieczności mierzenia się trudnymi decyzjami. Kameralnie, prywatnie, często intymnie. Paula śpiewa o wyzwaniach i rozczarowaniach towarzyszących jej życiu w wieloletnim związku czy o trudnościach w łączeniu kariery muzycznej z pracą naukową. Z kolei dla Karola inspiracją jest jego nieraz trudna relacja z Paulą.

Best bandmates ever
Wspólnie muzycy przetrwali najbardziej burzliwy okres w karierze i nagrali album, który ma szansę stać się manifestem trzydziestoparolatków. Jaki jest sposób Pauli i Karola na pisanie osobistych i ponadczasowych piosenek? „Dla nas podstawą jest przyjaźń, bycie jak najbliżej siebie, szczególnie w trudnych momentach, ponieważ wtedy piosenki stają się częścią naszego życia. Tak samo ważne są dla nas pisanie i komponowanie, jak wspólna rozmowa przy kolacji” – mówią zgodnie na koniec.

Premiera płyty OUR TOWN zaplanowana jest na 12 maja 2017.